Nowe wydanie śpiewnika ks. Siedleckiego (2015)

Nowy Śpiewnik Siedleckiego (2015)

Początek roku 2015 przyniósł nowe wydanie Śpiewnika Kościelnego ks. Jana Siedleckiego. Jest to chyba najbardziej znany i rozpowszechniony polski śpiewnik kościelny. Ponieważ w nowym wydaniu wprowadzono wiele zmian, postanowiłem, że podzielę się moimi odczuciami.

Na wstępie zaznaczę, że nigdy nie byłem wielkim fanem śpiewnika Siedleckiego. Owszem, uważam go za dobry śpiewnik, jednak daleki jestem od stawiania go na piedestale, wysoko ponad innymi podobnymi pozycjami.

W wydaniach, których używałem trudno było oprzeć się wrażeniu, że w dużym stopniu były one nieadekwatne do potrzeb zgromadzenia liturgicznego. Znaczną część repertuaru stanowiły śpiewy tak dawne, że kompletnie nieznane i nieużywane. Oczywiście stare, nie oznacza, że złe. Warto przypominać dawne, wartościowe śpiewy. Jednak tych dawnych i nieznanych było po prostu za dużo.
Zastrzeżenia budził we mnie układ śpiewnika. O ile w pierwszych działach, zgodnych z okresami liturgicznymi panowała logika, to im bardziej w głąb, tym trudniej było odnaleźć szukaną pieśń. Spośród zaproponowanych melodii części stałych, psalmów, czy innych śpiewów, większość była mi kompletnie obca. Na to może składać się tradycja diecezji, w której wyrastałem. To wszystko skłoniło mnie do korzystania z innych śpiewników oraz poszukiwania melodii pieśni na własną rękę – co z kolei nie było takie proste w czasach, kiedy internet dopiero raczkował. Wyobrażam sobie zatem, że jeśli mam używać nowego wydania śpiewnika Siedleckiego, to potrzebna będzie przemiana z przestarzałej i mocno teoretycznej księgi, na coś praktycznego, gdzie znajdę mocniejsze odniesienie do bieżącego stanu muzyki liturgicznej w kościele.
Przed wyrażeniem swojej opinii przeczytałem komentarz redaktora naczelnego na temat pracy nad śpiewnikiem.
Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Solidne wydanie, szyte. Kartki takie jak trzeba – cieniutkie, a jednak mocne. Powinny przetrwać niejedną burzę w czasie procesji w Boże Ciało. Śpiewnik jest dużo grubszy, niż jego poprzednik. Na ponad 1300 stronach zmieściło się 835 ponumerowanych śpiewów. Pozostałe sto stron zajmują spisy zawartości, wykazy źródeł i innych śpiewników oraz przedmowa. Szata graficzna nie zaskakuje, ale też nie o to chodzi. Jest tak jak ma być – czytelnie i przejrzyście. Mamy też do dyspozycji aż pięć zakładek, co z pewnością ułatwi pracę ze śpiewnikiem.
Ogromną zaletą tego wydania jest zamieszczenie nut w taki sposób, aby nie trzeba było przewracać strony w czasie śpiewu. Ten prosty zabieg jest bardzo ważny dla organistów. Efektem ubocznym takiego podejścia jest powstanie sporej ilości pustych przestrzeni. Jednak i z tym problemem redaktorzy sobie poradzili, umieszczając cytaty Ojców Kościoła. Znalazłem, co prawda, kilka wyjątków od tej reguły, które pojawiają się przede wszystkim wśród pieśni o świętych. Szkoda, że akurat tu. Pieśni do świętych używa się stosunkowo rzadko. Większość z nich jedynie raz w roku. Stąd wydaje się, że praktykujący organista właśnie w tym dziale będzie częściej patrzył na nuty i kontrolował tekst. Być może zostanie to poprawione w kolejnym wydaniu.
Na uwagę zasługuje też fakt obniżenia tonacji pieśni w taki sposób, żeby były wygodne do śpiewania. Muszę przyznać, że zaproponowane tonacje są bardzo trafione. W obecnej wersji są dość zbieżne z moją osobistą praktyką, różnią się co najwyżej o sekundę wielką. I chociaż w moim odczuciu zabieg taki nie był konieczny, bo doświadczenie pracy za organami bardzo często zmusza do transponowania „w locie”, czy grania tej samej pieśni w różnych tonacjach, zależnie od potrzeb, to zdaję sobie sprawę, że wielu zwłaszcza początkujących organistów przywita go z radością.
Za wartościowe uważam pozostawienie niektórych melodii w dwugłosie. Praktyka organistowska pokazuje co prawda, że w większości przypadków drugi głos jest zbędny. Jednak zdarzyło mi się kiedyś mocno zdziwić w czasie urlopu, kiedy w jakiejś parafii usłyszałem wiernych śpiewających pieśni na dwa głosy. I to właśnie według propozycji podanej w śpiewniku Siedleckiego. Według redaktora naczelnego zwyczaj ten jest również popularny w niektórych wspólnotach zakonnych, zwłaszcza gdy na mszy nie ma organisty. Takie proste opracowania mogą być też przydatne w pracy z chórem, czy małym zespołem śpiewaczym. Oczywiście pozostawienie dwugłosu ma sens przede wszystkim tam, gdzie posiada on wartość artystyczną. Jeśli drugi głos ma polegać na zaśpiewaniu pieśni o tercję niżej, jak w przypadku pieśni O Maryjo, Matko Boga, to warto go sobie podarować.
Redaktorzy śpiewnika zdecydowali się pozostać przy tradycyjnym układzie, znanym z poprzednich wydań, związanym z rokiem liturgicznym. Wydaje się to rozsądne, dzięki temu wszystkie śpiewy przeznaczone na dany okres liturgiczny mamy w jednym miejscu. Jednak treść pieśni nie zawsze jest tak jednoznaczna, czasem dany utwór można wykonać w różnych momentach i tu zaczynają się problemy. Proponuję zatem przyjrzeć się uważniej układowi śpiewnika i zawartości poszczególnych działów. Ale po kolei…
Pieśni zostały podzielone na okresy liturgiczne, w obrębie których wyszczególniono podokresy, zgodnie z trendami współczesnej muzyki liturgicznej. Zaczyna się dobrze. Adwent dzieli się na dwie części, w okresie Narodzenia Pańskiego znajdziemy wyodrębnione śpiewy do Świętej Rodziny, na koniec roku, na Objawienie Pańskie, czy święto Chrztu Pańskiego. Mam jednak wątpliwość, czy pieśni do miłosierdzia Bożego należą do grupy śpiewów Wielkanocnych. Czy nie należałoby ich wydzielić, podobnie jak ma to miejsce w przypadku pieśni do Ducha Świętego?
Zwróćmy uwagę na Wielki Post, podzielony na Środę Popielcową, część pokutną, pasyjną i Wielki Tydzień. Kiedy przyjrzyjmy się repertuarowi zaproponowanemu na czas pokuty, znajdziemy tam wiele pieśni przygodnych, czy psalmów, wykonywanych przez cały rok. Mam na myśli na przykład Boże w dobroci, Pokładam w Panu ufność, czy Serce me do Ciebie wznoszę. Wydaje się, że umieszczenie ich wśród śpiewów wielkopostnych, może wprowadzić niepotrzebny zamęt i bałagan. Od działu poświęconego pierwszej części Wielkiego Postu oczekiwałbym, że znajdę tam śpiewy ściśle związane z tym okresem. Myślę, że bardzo dobrze poradzili sobie z tym problemem redaktorzy śpiewnika Exultate Deo, którzy na końcu takiego działu zamieszczają dodatkowo listę pieśni z innych części śpiewnika, które też pasują do tematyki danego okresu liturgicznego. Może warto pójść w tę stronę? W ten sposób da się również rozwiązać kwestię śpiewów, które równie dobrze wpisują się w pierwszą, jak i w drugą część Wielkiego Postu, chociażby W krzyżu cierpienie. Podobnych – kłopotliwych – przykładów można znaleźć więcej, w różnych miejscach śpiewnika.
Po zakończeniu roku liturgicznego pojawiają się pieśni do Matki Bożej, potem do Świętego Józefa i innych świętych. Wyraźny, konsekwentny układ śpiewów do świętych według kalendarza liturgicznego uważam za udany. Pewien dyskomfort pojawia się, kiedy szukamy pieśni do jakiegoś świętego, nie znamy jej tytułu i nie do końca pamiętamy datę jego święta, czy wspomnienia. Zabrakło więc alfabetycznej listy świętych z odnośnikami do dat. Wydzielenie pieśni wspólnych o świętych stawia pod znakiem zapytania umieszczenie śpiewów do Wszystkich Świętych w układzie kalendarza. Cieszy natomiast pokaźna liczba zebranych pieśni w tym dziale. Redaktor śpiewnika zadał sobie sporo pracy, aby do wielu z nich napisać melodie, które wydają się ciekawe. Praktyka rozsądzi, które z nich przetrwają. Ponieważ zakupu dokonałem w dniu świętego Kazimierza, nie dało się nie zauważyć braku pieśni autorstwa Feliksa Rączkowskiego Kazimierzu przewyborny. Moją uwagę przykuł też śpiew do świętego Marcina Marcinie, Pana spotkałeś w bramie, jako że jest to jeden z patronów kościoła, w którym gram. Pod tym specyficznie brzmiącym tytułem kryje się hymn brewiarzowy z autorską melodią redaktora naczelnego, zbudowaną na zasadzie nieustannej progresji. Pięcionutowy motyw podróżuje po pięciolinii najpierw w górę, potem w dół i wykorzystany jest w ten sposób osiem razy. Kompozycja wydaje się mocno eksperymentalna, brakuje w niej jakiegoś przełamania. Nie mówiąc o tym, że autor chyba nie próbował jej zaśpiewać, bo nie ma tam ani jednego miejsca, w którym można wziąć sensowny oddech.
Wraz z ostatnią stroną pieśni o świętych, kończy się też logika w układzie śpiewnika. Zdaję sobie sprawę z tego, że poukładanie reszty materiału w sensowną całość stanowi wyzwanie. Zaczyna się dział pieśni przygodnych, czyli takich, wykonywanych w ciągu całego roku. Jakieś sto stron dalej pojawiają się kolejne dwie grupy pieśni na cały rok, tym razem przypisanych do konkretnych części mszy świętej i nazwanych w związku z tym Pieśniami mszalnymi i Innymi śpiewami mszalnymi. I od razu też mamy do czynienia z brakiem konsekwencji. Gdzie miłość wzajemna przypisana na wejście, w tym samym śpiewniku pojawia się jako propozycja na Wielki Czwartek do wykorzystania na przygotowanie darów. I jest to bardzo dobra propozycja. Tylko po co ściśle oznaczać tę pieśń jako śpiew na wejście?
Zastanawia też rozdzielenie pieśni za zmarłych z obrzędami pogrzebu. Pierwsze znajdziemy w środku śpiewnika, a te drugie na końcu. W konsekwencji dwie wersje introitu Wieczny odpoczynek dzieli prawie trzysta stron. Obrzędy pogrzebu tradycyjnie kończą się antyfoną maryjną Salve Regina. Czy obok propozycji w tym miejscu nie może się pojawić odnośnik do oryginalnego śpiewu w języku łacińskim, który znajduje się w innej części śpiewnika?
Na uwagę zasługuje dział części stałych, choć wciśnięto go między pieśni o zmarłych, a śpiewy mszalne. Znajdziemy tu najpierw dość pokaźny przegląd cykli mszalnych, stosowanych w polskich kościołach. Nie jest dla mnie dużym zaskoczeniem brak mszy ks. Hinza popularnej na północy kraju. Znalazły się tu właściwie same znane kompozycje, choć niekoniecznie o zasięgu ogólnopolskim. Melodie psalmów responsoryjnych i aklamacji zostały zamieszczone w wygodny sposób. U góry melodia psalmu, na dole – aklamacji. Ta część zapowiada się początkowo dość pokaźnie, bowiem na każdy z głównych okresów liturgicznych zaproponowano po cztery melodie. Wydawało się, że redaktorzy zrezygnowali z praktyki czerpania melodii z pieśni. Jednak przeczy temu fakt, że wśród repertuaru wielkopostnego pojawia się psalm z refrenem na melodię Bądź mi litościw. Niespodzianka pojawia się, kiedy przejdziemy do melodii na okres zwykły. Okazuje się bowiem, że tu również znajdziemy cztery propozycje. Nie da się ukryć, że to stanowczo za mało. Cieszy natomiast, że psalm z refrenem autorstwa ks. Kądzieli doczekał się publikacji według popularnej w całej Polsce praktyki wykonawczej. Ciekawym zabiegiem jest dodanie psalmów duszpasterstw akademickich. Ma to znaczenie praktyczne. Organistę stawia się nierzadko przed potrzebą akompaniamentu psalmu popularnego właśnie w tych środowiskach. Wydaje się jednak, że już w dniu wydania śpiewnik pozostaje w tyle za praktyką. Dwie zaproponowane melodie są jedynie kroplą w morzu i zdecydowanie przydałoby się więcej.
Inaczej sprawa się ma, jeśli chodzi o melodie III formy aktu pokuty oraz modlitwy powszechnej. Wybór melodii uważam za trafiony, ponieważ odpowiada temu, co śpiewa się dziś w kościołach. Owszem, istnieje praktyka śpiewania III formy aktu pokuty na melodię litanii loretańskiej. Wydaje się jednak, że warto zastąpić ją przez wykorzystanie innych, wartościowych melodii. Muszę przyznać, że nie spotkałem się nigdy ze śpiewaną II formą aktu pokuty. Zaproponowane w tym miejscu trzy melodie autorstwa redaktora śpiewnika sugerują, że jest to próba wprowadzenia nowej, ciekawej praktyki. Tu, podobnie jak przy innych nowościach, czas pokaże na ile się to przyjmie.
Ciekawą propozycją jest pokaźny dział śpiewów w języku łacińskim. Redaktorzy dołożyli starań, aby podzielić te śpiewy zgodnie z ich przeznaczeniem na okresy liturgiczne. Zastosowana notacja – choć nie użyto tradycyjnych neum – jest czytelna i wygodna nie tylko do śpiewania, ale i do grania. Pasuje też pod względem estetycznym do całego śpiewnika.
W następnej części umieszczono śpiewy z Taizé. Pojawienie się tego działu wzbudza wiele kontrowersji wśród muzyków kościelnych, zwłaszcza jeśli chodzi o użycie ich w czasie liturgii mszy świętej. Jednak przez ich medytacyjny charakter wpisały się na trwałe w wiele nabożeństw, zwłaszcza adoracji. Wydaje się, że z tego względu pojawienie się ich w tym śpiewniku jest uzasadnione. Do publikacji wybrano najpopularniejsze używane śpiewy. Ich wykorzystanie zaproponowane jest w czasie nabożeństwa Drogi Krzyżowej.
Kolejną część śpiewnika poświęcono nabożeństwom i stanowi ona zgrabną całość. Tu jednak też nie udało się uniknąć pewnych niespodzianek. Zastanawia zamieszczenie Drogi Krzyżowej dla dzieci z samymi rozważaniami, czyli z pominięciem jakichkolwiek śpiewów, bądź ich propozycji.
Wśród litanii pojawiają się nowe pozycje – Litania do Św. Wincentego a Paulo i do Św. Jana Pawła II. Poza tym faktem, można odnieść wrażenie, że dział ten został trochę zapomniany. Brakuje znanych melodii do Litanii do Matki Bożej, czy do Serca Jezusa, używanych w czasie nabożeństw majowych, czy czerwcowych. Po pogrzebie papieża Jana Pawła II ogromną popularność zyskała rzymska melodia Litanii do Wszystkich Świętych, która też nie znalazła swojego miejsca w tym wydaniu śpiewnika.
Niezrozumiały jest też dla mnie fakt, że Anioł Pański został skrócony. W wielu parafiach śpiew Pozdrawiajmy, wychwalajmystosowany jest jako zakończenie tej modlitwy. O ile rozumiem, że sama pieśń być może występuje gdzieniegdzie jako samodzielny śpiew, co by tłumaczyło przeniesienie jej do działu maryjnego, to jednak uważam, że nie powinno się to odbyć bez jakiegokolwiek komentarza.
Podsumowując wątek dotyczący układu śpiewnika, nie da się uniknąć wrażenia, że redakcja poszła o krok za daleko. Podział pieśni ma na celu zebranie pewnej grupy pieśni w jednym miejscu, a w konsekwencji szybsze dotarcie do wybranego śpiewu. Zastosowanie tak szczegółowego podziału sprawia, że chcąc szybko znaleźć jakiś utwór w śpiewniku, muszę najpierw zastanowić się, według jakiego klucza został on potraktowany. Czyli nie da się uniknąć szukania jej po różnych działach i ich podokresach. A to z kolei zaprzecza istotę wprowadzonego podziału pieśni.
Odczuwam pewne braki w śpiewniku, jeśli chodzi o wybór zamieszczonych melodii. Wiele pieśni jest wykonywanych w kilku wersjach melodycznych i warto byłoby znaleźć dla nich miejsce. O ile rozumiem, że Bogurodzica, czy Jezusowi cześć i chwała mogą być popularne regionalnie, to w przypadku Wisi na krzyżu brak mollowej melodii jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Także śpiew Dzięki o Panie można spotkać z dwoma wersjami zwrotek. Zaskakujący jest fakt zamieszczenia pieśni Dzięki Ci Panie, obciętej do samego tylko refrenu, z pominięciem zwrotek. Uważam też za bardzo odważny pomysł zastąpienia rozpowszechnionej melodii Posypmy głowy popiołem, nieznaną – choć bardzo dobrą – kompozycją redaktora śpiewnika. Mimo wszystko liczyłbym raczej na zaproponowanie dwóch melodii i ewentualne usunięcie starej w przyszłości, w jednym z kolejnych wydań śpiewnika. Oczywiście, o ile nowa melodia się przyjmie.
Zauważalną zmianą w śpiewniku jest przejrzenie zwrotek pieśni. Dobrze się stało, że wiele tekstów pominiętych w poprzednim wydaniu, znalazło ponownie swoje miejsce w nowym. Wyeliminowano też zwrotki, które miały wątpliwą wartość teologiczną, na przykład tę o rozgniewanym Ojcu w pieśni Serdeczna Matko. Uważam ten zabieg za potrzebny.
Ważnym argumentem przemawiającym na korzyść śpiewnika jest dołożenie starań, aby znalazły się w nim pieśni, a nie piosenki. Wygląda na to, że redaktorzy odnieśli sukces na tym polu.
Dodatkowym ukłonem w stronę użytkowników jest opublikowana w internecie strona śpiewnika, na której można dowiedzieć się więcej na jego temat. Wśród materiałów zamieszczono nagrania melodii pieśni, zawartych w śpiewniku. Z pewnością okaże się to przydatne dla tych, którzy nie znają nut.
Podsumowując, chciałbym zaznaczyć, że po solidnym przejrzeniu śpiewnika jestem zadowolony. Cieszą mnie zmiany, jakie w nim zastałem. Od dawna były potrzebne i dobrze, że ktoś się za nie zabrał. Oczywiście, jak to ze zmianami bywa – wydaje się, że tu poszło za daleko, tam trochę za mało, a i tak czas pokaże, co się sprawdzi, a co nie. Podoba mi się, że to wydanie jest bliższe tej muzyce, którą słyszymy w kościołach, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu zamieszczonych pieśni. Już dziś widać, że redaktorzy zrobili krok w dobrą stronę, zaś nowe wydanie zastąpi u mnie poprzednie, mocno wysłużone.
Gdyby ktoś był zainteresowany śpiewnikiem, podaję bezpośredni link do strony wydawnictwa, gdzie można dokonać zakupu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *